O to, jak wyglądają kontrole PIP w zulach pytamy Adama Sieradzkiego z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Olsztynie.
Adam Sieradzki jest starszym inspektorem pracy - specjalistą w zakresie gospodarki leśnej w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Olsztynie. Kontrolowaniem zakładów usług leśnych zajmuje się od ponad 20 lat (fot. arch. A Sieradzkiego)
Jak wyglądają kontrole inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy w zakładach usług leśnych?
Od 2009 roku kontrole są kompleksowe. Obejmują zakłady usług leśnych, nadleśnictwa i przedsiębiorców zajmujących się wywozem surowca z lasu.
Najlepiej, gdy kontrola rozpoczyna się od razu na pozycji leśnej, bo wtedy stan stwierdzony jest stanem codziennym. Gorzej, gdy przedsiębiorca jest uprzedzony o kontroli. Wtedy różnymi działaniami potrafi złagodzić jej ostrze.
Czyli przedsiębiorca nie jest uprzedzany o planowanej kontroli?
Z zasady nie jest uprzedzany.
A co ze znowelizowaną Ustawą o swobodzie działalności gospodarczej, która mówi, że przedsiębiorca powinien być uprzedzony o kontroli na siedem dni przed jej terminem? Czy PIP-u ta ustawa nie obowiązuje?
Są w ustawie działy wyłączone, których nie obowiązuje upoważnienie do podejmowania czynności kontrolnych, choć normalnie jest ono potrzebne. Te działy to m.in. rolnictwo i leśnictwo.
W Ustawie jest jeszcze takie zastrzeżenie, że jeżeli powiadomienie o kontroli mogłoby ją zniekształcić, to inspektor nie jest zobowiązany do zawiadomienia o zamiarze wszczęcia kontroli i posiadania upoważnienia, i może wejść tylko „na legitymację”.
W ten sam sposób może działać również wtedy, gdy stwierdza bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia, czyli widzi zagrożenie wypadkowe na pozycji. W praktyce, w naszej leśnej branży, przy każdej kontroli można się powołać na zagrożenie życia i zdrowia. Z zasady więc nie uprzedzam przedsiębiorcy, ale z reguły uprzedzam nadleśnictwo.
W jaki sposób powiadamia Pan nadleśnictwo?
Telefonicznie.
Nadleśnictwo ma więc czas, by się do kontroli przygotować…
Uprzedzenie nadleśnictwa daje gwarancję swobodnego poruszania się w terenie. Potrzebuję terenowego samochodu i osoby dobrze znającej okolicę. Mam może dwa, trzy nadleśnictwa, które znam trochę, bo tam poluję, ale terenu innych nie znam.
Czyli na kontrolę do zula zwykle przyjeżdża pan z pracownikiem nadleśnictwa?
Zwykle z inżynierem nadzoru. W 2009 r. współpraca z nadleśnictwami bardzo się poprawiła. Nie miałem ani jednej odmowy udostępnienia przewodnika czy samochodu.
Zaczyna się kontrola. Podjeżdża Pan do nadleśnictwa i co dalej? Siedzi Pan przez tydzień w biurze?
Nie, od razu jadę w teren. Przedstawiam mniej więcej, jakie są założenia kontroli i umawiam się na konkretny dzień. Zwykle jest to ten sam dzień. Najpierw objeżdżam pozycje pozyskania. Wszystkich, na których trwają prace, zwykle nie udaje się objechać jednego dnia, ale 3–4 – tak. Inżynier nadzoru układa trasę tak, by była optymalna.
Przyjeżdża Pan na powierzchnię, pracują robotnicy… I co robi Pan dalej?
Patrzę, jak wyglądają drwale pod kątem wyposażenia i środków ochrony osobistej. Jak wygląda wyposażenie: pilarka, sprzęt pomocniczy np. obracaki, kliny. Czy pozycja jest oznakowana, czy są tablice z każdej strony. Jest to kontrola stanu faktycznego z natury.
Czy dźwignie i obracaki rzeczywiście są niezbędne?
Powinny być bezpośrednio na powierzchni, chyba że jest ciągnik, wtedy mogą być np. w samochodzie, bo zawieszone drzewo może ściągnąć ciągnik.
Podczas ostatniej kontroli obracaka nie było i pracownicy wykonujący trzebież mieli problem z usunięciem zawieszenia w trzeciej klasie wieku. Próbowali pomóc sobie jakimś kołkiem. Za chwilę mogły zacząć się dziać straszne rzeczy. I wtedy właśnie nadjechaliśmy…
I co? Dostali mandaty?
Pracownicy? Nie ma podstawy prawnej do mandatowania pracowników. Za wadliwą organizację pracy, brak podstawowego wyposażenia stanowisk pracy, tolerowanie niebezpiecznych metod pracy odpowiada bezpośredni nadzór – pracodawca, bądź osoba przez niego wyznaczona. Poza tym, w tej konkretnej sytuacji, nie doszło jeszcze do obalania kolejnych drzew na sztukę zawieszoną, co jest praktyką często spotykaną, choć naganną. Nie podejmowano też prób odcinania odziomka zawieszonego drzewa.
Wystarczyło więc przypomnienie o zaprzestaniu pracy na tej pozycji do czasu wezwania pracującego opodal ciągnika i likwidacji zagrożenia.
Kto odpowiada za prawidłowe oznakowanie pozycji – zul czy nadleśnictwo?
To zależy jak jest zapisane w umowie. Najczęściej – zul. W protokole przekazania pozycji lub w samej umowie zwykle jest zaznaczone, że przedsiębiorca odpowiada i za oznakowanie pozycji i za utrzymanie tego oznakowania.
Problemem są kradzieże tablic i ich nagminne lekceważenie. W czasie jednej z kontroli najechała na nas wycieczka rowerowa, bo mimo dobrego oznakowania, tędy jej było najbliżej.
W jakim zakresie sprawdza Pan pilarki? Interesuje Pana ich sprawność techniczna?
Tak, sprawność pod kątem bezpieczeństwa pracy. Podstawowe parametry bezpieczeństwa: hamulec, wychwytnik łańcucha, wyłącznik zapłonu. Czasami warto spojrzeć na łańcuch, jego stopień zużycia i luz.
Wiadomo, że drwal musi pracować w kasku…
Oczywiście, sprawdzam hełmy ochronne, osprzęt na hełmach – przyłbice, ochronniki słuchu, atest na trwałość kasku. Przyjmuję – tak też robi np. Husqvarna – że kask jest dobry przez pięć lat od daty produkcji, albo cztery lata od daty zakupu. Potem już trwałość tworzywa jest zbyt mała.
U Stihla trwałość kasków jest podawana w roboczogodzinach. Ten producent uważa, że kask, który leży w szafie nie niszczy się tak, jak ten narażony na różne warunki termiczne, działanie słońca itd. Tylko kto prowadzi kontrolki godzin używania kasków? Optuję za pierwszą metodą.
Dalej – kontrola odzieży roboczej…
W 2009 r. pojawił się nowy element – dobór parametrów spodni do klasy stosowanych pilarek. Powiem szczerze, że do tej pory sam tego nie kontrolowałem. Do pracy pilarkami o prędkości liniowej łańcucha do 20 m/s wystarczą spodnie w pierwszej klasie odporności. Przy większej prędkości, do 24 m/s, potrzebne są spodnie w drugiej klasie, a do 28 m/s w trzeciej klasie odporności.
Do pilarki Husqvarna 357 XP, która ze standardową prowadnicą ma ponad 21 m/s, spodnie powinny być więc w klasie drugiej. Ale teraz dilerzy tego jeszcze nie przewidują sprzedając cięższą i szybszą pilarkę.
Nie przewidują? To znaczy, że nie można kupić takich spodni?
Dotąd nikt o to nie pytał. Jak była mowa o spodniach, to wszyscy brali pierwszej klasy. Z drugiej strony łańcuch osiąga prędkość 21 m/s tylko przy pełnym otwarciu przepustnicy. Trudno zakładać, że w momencie ewentualnego kontaktu łańcucha ze spodniami pilarka będzie zawsze na pełnym gazie. Niemniej atest jest atestem.
Co jeszcze sprawdza Pan na pozycji?
Jeśli jest już sezon zimowy, patrzę, czy są posiłki profilaktyczne. Jeżeli nie ma – pytam pracowników, czy je dostają. Od listopada powinni je otrzymywać.
Patrzę także na apteczki i opatrunki drwali. Każdy drwal powinien mieć opatrunek osobisty, apteczka zaś powinna być w ciągniku czy w samochodzie.
Drwal powinien mieć opatrunek zawsze przy sobie?
Tak, bo jeśli apteczka zostanie w samochodzie, a drwal pójdzie na użytki przygodne, to w razie wypadku będzie miał do niej daleko. I co wtedy?
A opatrunek jest tak mały, że można go przylepić od wewnątrz do hełmu. Będzie się trzymał całe lata i nie trzeba będzie o nim pamiętać. Ja tak robię.
Do lasu dobre są wojskowe brezentowe opatrunki. Optuję za tym, żeby drwale mieli je zawsze ze sobą. I to nie w kieszeni, bo łatwo je wówczas zapomnieć, zgubić czy zniszczyć, ale pod kaskiem.
Patrzy pan też na pniaki? Kontroluje Pan technikę ścinki?
Tak, jak najbardziej. Z tym jest coraz mniej problemów, drwale są coraz lepsi, choć są jeszcze tacy, którym się nie opłaca stosować klinów, próbują dociąć zawiasę…
Wiedzą oczywiście, że tak nie wolno, ale tłumaczą, że tak jest szybciej.
O co pyta Pan ludzi pracujących na kontrolowanej powierzchni?
Od niedawna doszła nam jeszcze kontrola legalności zatrudnienia. Przepytuję ludzi, jak długo pracują, na jakiej umowie. Często nie są nawet tego świadomi.
Jeśli zatrudnienie jest krótsze niż rok legitymuję takiego pracownika. Często nie ma on żadnych dokumentów – wtedy ustalam jego tożsamość np. na podstawie informacji inżyniera nadzoru i sporządzam stosowne oświadczenie.
Potem to oświadczenie razem z zapytaniem kierowane jest do właściwego powiatowego urzędu pracy, który sprawdza, czy ta osoba nie jest zarejestrowana jako bezrobotna, czy nie pracuje na czarno, czy poza zatrudnieniem pobiera jeszcze jakieś świadczenia.
To dotyczy tylko pracowników, którzy zadeklarują, że pracują krócej niż rok?
Tak. Ale, jeśli ktoś się do tego nie przyznał, to i tak to wyjdzie, bo następnym etapem jest kontrola dokumentacji w siedzibie pracodawcy.
Czy kontroli podlegają wszystkie zule, które w dniu kontroli akurat pracują na terenie nadleśnictwa? A jeśli zul akurat nie pracuje? Jak Pan do niego trafi?
Jeśli nie będzie pracował, to go odkładam na później. Raz była taka sytuacja, że to „na później” trwało prawie dwa tygodnie i trzeba było przywołać pracodawcę do podjęcia pracy, by go skontrolować.
Po kontroli w lesie przychodzi czas na kontrolę w siedzibie zakładu. Na czym ona polega?
Na sprawdzeniu poprawności prowadzenia dokumentacji związanej z zatrudnianiem pracowników. Na bazie tych ustaleń sporządzam protokół z kontroli i wydaję środki prawne – zalecenia pokontrolne. Natomiast jeśli zostało stwierdzone bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia – niesprawna piła, tragiczna technika ścinki, brak środków ochrony osobistej, nieudolne próby zrzucenia zawieszenia – to wydawane są ustne decyzje administracyjne o wstrzymaniu prac, lub skierowania pracowników do innych robót. Telefonicznie informuję o tym pracodawcę, prosząc, jeżeli to możliwe, o przybycie na kontrolowaną powierzchnię.
Załóżmy, że wszystko jest w porządku i przejdźmy do siedziby firmy. Jakich dokumentów żąda Pan od pracodawcy?
Wszystkich dotyczących zatrudnienia, umów o pracę, zgłoszeń do ZUS, szkoleń bhp, kwalifikacji pracowników (mogą być to kopie dołączone do akt). Dokumentów potwierdzających dystrybucję odzieży roboczej, środków ochrony osobistej, posiłków, środków higieny.
A jeśli czegoś brakuje?
Nie wszystkie zule – poza tymi największymi, które mają własne działy kadr – prowadzą dokumentację w swoich siedzibach. Często zlecają to biurom rachunkowym. Część dokumentów jest tam, cześć w siedzibie – trzeba więc kontrolę rozłożyć np. na dwa dni, by te dokumenty pozbierać.
Inspektor nie ma uprawnień do prowadzenia kontroli w biurze rachunkowym, musi to robić w siedzibie pracodawcy. Trzeba więc dać czas, by tę dokumentację zgromadzono.
Jakie kary grożą pracodawcom, u których stwierdzono rażące uchybienia?
Odpowiedzialność mandatowa do 2 tys. zł, w przypadku recydywy do 5 tys., a jeżeli skala tych wykroczeń jest większa, inspektor może skierować sprawę do sądu grodzkiego i wtedy grzywna wynosi do 30 tys. zł.
Jest jeden wyjątek, w którym inspektor nie ma pola manewru – za wykroczenia przeciwko ustawie o legalności zatrudnienia inspektor ma obowiązek kierować sprawę do sądu. No i oczywiście w sytuacjach drastycznych może powiadomić prokuratora.
Omówiliśmy kontrole w zulach, a jak wyglądają one w nadleśnictwach?
Podobnie, choć odpadają elementy związane z pozyskiwaniem drewna, chyba że nadleśnictwo zatrudnia robotników leśnych, ale dzisiaj w większości nadleśnictw osób zatrudnionych bezpośrednio przy pozyskaniu już nie ma.
Sprawdzam, czy nadleśnictwo zapewnia odzież służbie leśnej, sprawdzam umowy, choć w zasadzie nie zdarza się, by ktoś był zatrudniony na czarno. Zdarza się, natomiast, że nie wszyscy otrzymują środki ochrony osobistej, coś tam nie gra ?w sprawach szkoleń bhp…
A jak wyglądają kontrole w firmach zajmujących się przewozem drewna?
Najpierw trzeba znaleźć środek transportu w lesie. Potem jest obserwacja i dokumentacja fotograficzna jego pracy. Sprawdzam np. czy operator żurawia i jego pomocnik mają kaski, kamizelki odblaskowe. Następnie proszę o przedstawienie dokumentów kwalifikacyjnych, bo oni – jako że poruszają się po drogach publicznych – mają je przy sobie.
Potem oczywiście jest jeszcze kontrola w siedzibie firmy.
Rafał Jajor
Najciekawsze wypowiedzi zostaną opublikowane na łamach Drwala.